Pokaż przykład MUSIC ON THE HEAD: Bionulor Erik -in search of the lost chord.

poniedziałek, 29 października 2012

Bionulor
Erik

Bionulor


   Oto historyczna chwila! MOTH pierwszy raz w swoich dziejach dostał promocyjną płytę! Czuję się naprawdę zaszczycony zwłaszcza, że autorem tego albumu jest Bionulor, którego poprzednie dwie płyty posiadam i to nawet z autografem. Teraz mam zaszczyt napisać jako jeden z pierwszych o najnowszej płycie Bionulora -"Erik". Płyty jeszcze nie ma w oficjalnym obiegu, ale już niedługo powinna się pojawić w internetowych sklepach.
   Pierwszy kontakt z albumem od razu zaskakuje ilością utworów. Jest ich aż piętnaście, od króciutkich trwających trochę ponad minutę, do kilkuminutowych, co jest dla mnie pewną niespodzianką, ponieważ na poprzedniej płycie było tych utworów raptem pięć... I o ile na "Sacred Mushroom Chant" każdy utwór był osobnym bytem opowiadającym odrębną historię, tak "Erika" można by traktować jako album koncepcyjny, ponieważ wszystkie jego utwory powstały z przetworzenia "Gymnopedies" Erika Satie (od tego artysty zresztą wziął się sam tytuł wydawnictwa i jemu też jest ta płyta poświęcona).
   Prawdę powiedziawszy nigdy wcześniej nie słyszałem twórczości Pana Satie więc przed wysłuchaniem płyty Bionulora poszperałem w sieci i odrobiłem zaległości. Będąc bogatszy o nowe muzyczne doświadczenie wrzuciłem sobie na słuchawki "Erika".
   Pierwsze przesłuchanie mnie po prostu rozczarowało. Jedynie co z niego zapamiętałem to przetworzony elektronicznie fortepian i mnóstwo pogłosu. Bardziej niż mnóstwo. Pogłos był wszędzie!!!! Dałem sobie spokój i aby poprawić sobie nastrój wrzuciłem do odtwarzacza "Sacred Mushroom Chant" -moją ulubioną płytę Bionulora. Dopiero na drugi dzień ponownie zarzuciłem "Erika" i do tego piwko :-) Jednak przed pierwszym łykiem piwa i już w pierwszych sekundach pierwszego utworu oświeciło mnie: tu jest duch Satie!!! Tu jest zaklęta moc jego fortepianowych kompozycji! Bionulor swoim magicznym recyklingiem potrafił uwypuklić i mocno zaakcentować emocje zawarte w jego muzyce!
   I wiecie co? Jak już sobie to uświadomiłem, to słuchanie najnowszego albumu Sebastiana Banaszczyka jest czystą, niczym nie zmąconą przyjemnością. 

1 komentarz: