Pokaż przykład MUSIC ON THE HEAD: Zbigniew Preisner -Requiem dla mojego przyjaciela -in search of the lost chord.

sobota, 25 czerwca 2011

Zbigniew Preisner -Requiem dla mojego przyjaciela

Zbigniew Preisner





   Chciałem mieć tą płytę już od miesiąca. Kręciłem się w empiku, kręciłem ,aż w końcu żona moja ukochana wzięła ją z półki, poszła do kasy, zapłaciła i dała z okazji dnia ojca, że niby od dzieciaków :-)
   Ale dlaczego ją tak bardzo chciałem? Otóż przyznam się bez bicia, że zdarzy mi się oglądać programy kręcone dla mas nie płacących abonamentu RTV, nie kupujących płyt i wciągających reklamy oczami, uszami i wszystkimi innymi otworami ciała. Dokładnie chodzi tu o "Mam tablet" czy coś takiego. Otóż wystąpili tam dawaj bracia, bliźniacy, i zaśpiewali "Lacrimosa". I wiedziałam, że ten utwór zawładnął moją biedną duszą. Zawładnął bez reszty. I tylko czekał na odpowiednią chwilę, żeby dopomnieć się swoich praw.
   I gdy ujrzałem tą płytę na półce, to wtedy przypomniałem sobie to wykonanie "Lacrimosa" i nie mogłem przestać myśleć o tej płycie.
   Teraz ją mam. Teraz jej słucham. Preisner napisał to requiem po śmierci Kieślowskiego. Słuchając tej muzyki moje myśli biegną ku mojemu kumplowi, którego już nie dane mi zobaczyć.
   A muzyka piękna. Ból miesza się tu z nadzieją, i choć całość ma w sobie naleciałości muzyki filmowej (zwłaszcza to słychać w części II -Życie), to płyta nie daje się słuchać bez skupienia.
   Są takie dzieła, które wymagają od słuchacza o wiele więcej niż niedbałe wrzucenie CD do odtwarzacza i bierne kiwanie głową w rytm. Jeśli poświęcicie im trochę więcej uwagi, to odwdzięczą się wam naprawdę potężną dawką emocji.

PS

   Chudy, to dla Ciebie powstała ta muzyka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza