Pokaż przykład MUSIC ON THE HEAD: Marillion F*** Everyone and Run -in search of the lost chord.

piątek, 24 marca 2017

Marillion
F*** Everyone and Run

Marillion


   Od razu przyznam się do jednej rzeczy: to pierwsza płyta Marillion, jaką słuchałem od lat. Jak wielu zagorzałych fanów grupy, po odejściu Fisha poszedłem ścieżką przecieraną przez tego wokalistę, a macierzystą grupę odpuściłem sobie tak bardzo, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegoś albumu, który powstał gdy za mikrofonem stanął Steve Hogarth. 
   Co mnie więc skusiło do zakupu "FEAR"? Przypadek. Było to kilka miesięcy temu, weszliśmy z rodziną do Empiku i żona wypatrzyła album reklamowany jako najnowsze dzieło zespołu. "O, nowy Marillion! Chcesz kupić?" -spytała. Zawahałem się. Może jednak dać im szansę? I z taką myślą zdecydowałem się na zakup. "Nie prościej było posłuchać najpierw na Deezerze?" -zapytacie. Pewnie prościej i taniej, ale jedno jest pewne: jak żona z własnej, nieprzymuszonej woli proponuje zakup płyty, to warto z tej okazji skorzystać ;-)
   Pierwszy odsłuch zrobiliśmy już w samochodzie. Warunki niezbyt sprzyjające, dzieciaki z tyłu jęczały, żebym włączył Fasolki, albo Pana Tenorka (kto ma dzieci, ten zrozumie), ale tym razem nie odpuściłem, wciągając się z każdą minutą coraz bardziej w marillionowe granie. Nie mogłem doczekać się wieczoru, kiedy w końcu sobie włączę "FEAR" na słuchawkach. Gdy wreszcie to nastąpiło, to po pierwszym odsłuchu byłem po prostu zachwycony. Płyta jest muzycznie spójna i zawiera tak naprawdę sześć utworów (na wyświetlaczy widnieje 17 pozycji) z czego połowa to rozbudowane kompozycje składające się z kilku części. Muzyka jest bardzo nastrojowa, posiadające również mocniejsze akcenty, ale jednak dominuje klimat raczej wyniosły, chwilami stający się nawet trochę patetyczny. Do takich wniosków jednak doszedłem dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu FEAR, keiedy pierwszy zachwyt już troszkę opadł. Może trzeba było posłuchać albumu raz i odłożyć na półkę?

1 komentarz:

  1. "...Jak wielu zagorzałych fanów grupy, po odejściu Fisha poszedłem ścieżką przecieraną przez tego wokalistę, a macierzystą grupę odpuściłem sobie tak bardzo, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegoś albumu, który powstał gdy za mikrofonem stanął Steve Hogarth ...".
    Zrobiłem ten sam błąd, który na szczęście naprawiłem po latach. Marillion z Hogarthem to inny zespół ale nie gorszy. Takie płyty jak "Seasons End", "Brave" czy "Marbles" wstyd nie znać. Szczególnie "Marbles" w wersji dwu płytowej, gdzie jest jak dla mnie, najlepszy utwór Marillion nagrany z Hogarthem "Ocean Cloud". Płyta o której piszesz, jest najlepszą jaką Marillion nagrał od ponad 10 lat. W zeszłym roku, miałem okazję usłyszeć większość tej płyty na żywo w Dolinie Charlotty. W tym roku w Dolinie Charlotty zagości ARW czyli Anderson, Rabin, Wakeman ...

    Pozdrawiam
    peter

    OdpowiedzUsuń