Pokaż przykład MUSIC ON THE HEAD -in search of the lost chord.

środa, 22 lutego 2012

NAD 6220

Deck NAD

   Powiedzcie mi, dlaczego sprzęt NAD-a jest tak POTWORNIE brzydki? Nie mogą jakoś tych swoich klocków ubrać w ładniejsze obudowy? Deck 6220 jest dosyć prostym magnetofonem z lat osiemdziesiątych. Mechaniczna obsługa, takiż też licznik obrotów i kilku diodowy wskaźnik wysterowania sygnału. Do tego przełączniki Dolby i wyboru taśmy.

Deck NAD

   A z tyłu wyprowadzone bezpośrednio z płytki kable. Tyle tylko, że druciki są marnej jakości, a wtyki RCA też nie lepsze. Na dodatek po tylu latach mogą być już naprawdę nieźle sponiewierane.
   Nie jest to sprzęt z górnej, ani nawet średniej półki... Kilka lat starszy Akai GXC-710C brzmi od niego o wiele lepiej. No i jest ładniejszy!
   Poniżej zamieściłem kilka fotek z wnętrza tego magnetofonu:

Deck NAD

   Silnik i budowa mechanizmu:

Deck NAD

   Elektronika:

Deck NAD

   Głowice:

Deck NAD

poniedziałek, 20 lutego 2012

Archive -Noise

Archive

   Po świetnym "You All Look the Same to Me" zespół nagrał płytę z muzyką filmową, a w 2004 roku ukazał się "Noise". Album o podobnym brzmieniu do "You All..." z podobnie malowanym klimatem, chociaż nie ma tu takich kobylastych utworów jak "Again" czy "Finding It So Hard". Najdłuższy "Waste" trwa nieco ponad dziewięć minut.
   Czy warto posłuchać tej muzyki? Ba, koniecznie! Archive nie schodzi z poziomu poprzedniej płyty, lecz konsekwentnie płynie wcześniej obranym kursem. Mimo braku hitu na miarę wspomnianego wcześniej "Again", to cały album wypełnia muzyka z której ciężko wybrać lepsze lub gorsze piosenki. Moim absolutnym numerem jeden jest jednak "Love Song". Skromnie, delikatnie, rozpoczynająca się piosenka, która potem przechodzi w elektroniczno gitarowy jazgot (Noise?), tylko po to, żeby przejść do spokojnego zakończenia...

PS
Jak widzicie, płyty wróciły z powrotem na Edgara :-)

sobota, 18 lutego 2012

Edgar SH-1 tuning -final battle

Edgar SH-1 inside

   No, wreszcie! Edgar złożony do kupy i działa. Czas na podsumowanie całej tej zawieruchy. Cały cykl przerabiania Edgara zapewne wielu z Was śledziło z zapartym tchem, zastanawiając się, czy też uda mi się go przywrócić do życia. O tym, że ożył, informowałem tutaj. Teraz czas na opisanie przeróbek.

Edgar SH-1 inside 2

   Na zdjęciu powyżej widać lampę bufora wejściowego. W nim tylko zostały wymienione kondensatory na wejściu i wyjściu. Na zdjęciu poza tym widać wstawiony niebieski potencjometr Alps.

Edgar SH-1 inside 3

   Tutaj na pierwszym planie, po lewej stronie widać wymienione kondensatory wyjściowe (te oblepione czerwoną taśmą izolacyjną). A okleiłem je, bo obawiałem się, że do metalowej obudowy kondensatora dotknie kabel wychodzący do gniazda słuchawkowego.

Edgar SH-1 inside 4

   A tutaj plan ogólny -widać wszystko, co zostało zrobione. Teraz podam listę elementów które zostały zmienione. Zaczynamy:
Wzmacniacze operacyjne: wstawione podstawki precyzyjne, a w nich BurrBrown OPA134PA.
Teraz lista kondensatorów:
Wylutowane: C19, C27, C6, C34, C13, C35, C47, C48.
Wymienione na 100uF, 25V Panasonic FC: C38, C8, C9, C14, C39, C5, C33.
Wymienione na 4700uF, 35V Samsung SSL: C1, C2.
Wymienione na 3300uF, 25V Samsung ST: C3, C42, C23.
Wymienione na 1000uF, 25V Rubycon YXH: C4, C43, C11.
Wymienione na 0,47uF, 250V Wima MKP 4: C50 i drugi wejściowy (nie zapisałem numeru).
Wymienione na 1uF, 250V Vishay Roederstein MKC1860: C22, C45, C46, C49.
Wymienione na 1000uF, 25V Roederstein EKM: C18, C30.
   Ostatnie dwa kondensatory to separujące na wyjściu, powinny być jak najlepsze. Ja wybrałem takie, aczkolwiek mogą być inne. Można eksperymentować. Tak samo jak z resztą podmian. Róbta co chceta. Jedna uwaga: trzeba uważać przy wylutowywaniu elementów, bo ścieżki bardzo łatwo odklejają się od laminatu i potem trzeba kombinować przy wlutowywaniu nowych.
   Zasilanie nie zostało zmienione, aczkolwiek są już plany na zupełnie nową "elektrownię" ;-) Tylko to wymaga na totalną przebudowę zasilacza. Chociażby usunięcie powielacza napięcia. Ale to w dalekiej przyszłości. Teraz "wygrzewamy" sprzęt.
   Najważniejsze, że następne opisywane płyty znów dumnie staną na obudowie Edgara!

czwartek, 16 lutego 2012

Tangerine Dream -Phaedra

Tangerine Dream

   ...I tylko dzięki tym płytom wracamy do cudownych lat siedemdziesiątych, gdy muzyka elektroniczna, nietknięta jeszcze cyfrową zarazą, potrafiła stworzyć w ciągu tych kilkudziesięciu minut trwania jednej płyty magiczny świat wypełniony emocjami, które do dziś trafiają wprost do serca. Czegóż więcej trzeba? Czegóż więcej żądać? Jedynie pozostaje dziękować twórcom za ich trud.
   Zanurzenie się w tym świecie daje szansę skołatanym nerwom na chwilę odprężenia, rozluźnienia. Wystarczy tylko założyć słuchawki, wygodnie rozsiąść się w fotelu i zamknąć oczy. Poza tym, tak szczerze powiedziawszy, to nie potrafię nic więcej napisać o płytach z el-muzyką z tamtego okresu. Więc po prostu już sobie daruję te peany, zamilknę i włączę płytę. I wam to samo radzę!

wtorek, 14 lutego 2012

T. Love -Model 01

T.Love 'Model 01'

   T. Love to jedna z tych polskich kapel, które się słyszało w radiu i nawet zna się ich niektóre kawałki (Tak, słyszałem, kurcze, jak to leciało... Ale fajny był!) ale żeby od razu całe płyty? No właśnie. To błąd. Bo zespół nagrywa naprawdę porządną muzykę z ciekawymi tekstami. Muniek potrafi :-)
   "Model 01" kupiłem tylko z jednego powodu -jest tam mój najbardziej ulubiony i najzajebistrzy numer T. Love jaki kiedykolwiek słyszałem. Ajrisz. I wszystko jasne. W sumie singiel by mi wystarczył. Chociaż nie! Jest tu jeszcze kilka numerów na które warto zwrócić uwagę. Refleksyjna, z doskonałą linią melodyczną i delikatnie wtrąconą gitarą akustyczną "Jazda", niewiele szybsza, ze świetnym damskim wokalem "Ich Weiss", "Model 01" -który może być obecnie całkiem niezłym podsumowaniem naszego konsumenckiego trybu życia. Poza tym ostatnie dwie pozycje na płycie są świetne: "Metropolis" o samochodach, które zjadły Paryż, oraz "Nie, Nie, Nie" -przebój, który jest znany chyba wszystkim.
   Są też piosenki, które mniej mi się podobają, a może nawet wcale. To wszystkie te, które noszą w sobie pierwiastek reggae, którego po prostu nie znoszę. Ale cóż -o gustach się nie gada!
   Dziś wieczorem, gdy już położę swoją ukochaną rodzinkę spać, otworzę sobie piwko i włączę sobie tą płytę. Ale nie zacznę od pierwszego utworu. Nie. Zacznę od:
"Zabieram Cię do baru, będzie 8:0 dla mnie
Zakładamy się, że Polska pokona Anglię..."

niedziela, 12 lutego 2012

Z ostatniej chwili: It's alive! It's alive!

Edgar SH-1

   Naprawiłem!!!! Udało się!! Przed chwilą, dosłownie! Tak się cieszę, że musiałem o tym od razu napisać! Raaany, co za ulga... Już myślałem, że go usmażyłem na amen, zamówiłem nawet tranzystory mocy. Ale coś mi nie dawało spokoju. Pożyczyłem od ojca oscyloskop i dziś sprawdziłem drogę sygnału. I co? Okazało się, że w swojej bezdennej głupocie zwarłem dwa kondensatory, co spowodowało puszczenie składowej stałej na wzmacniacze operacyjne, która je zatykała na amen. I sygnał dalej nie szedł. A ja, durny, myślałem, że popaliłem trany mocy!
   Jutro go złożę do kupy, muszę iść spać, bo jutro mam sporo roboty w pracy. Ale wiecie co? Po dwóch dniach spędzonych z Tempo PH1, muzyka z Edgara brzmi jak chóry anielskie :-)

sobota, 11 lutego 2012

Internetowe Zajawki vol.5: Czemu płyty są takie drogie????


   Tytuł trochę mylący, prawda? Myśleliście, że będzie rozprawka na temat cen płyt w sklepach, a tu takie cuś. Kolekcjonerski rarytasik. Aukcję znalazł kolega Smykus z mojego ulubionego forum HFiM. Ile można dać za jeden krążek jakiegoś paskudnego zespołu black-metalowego? Jak widać dosyć dużo! A my narzekamy, że za nowe płyty trzeba zapłacić 50 zeta!
   Aukcja trwa do jutra, więc jakby ktoś z Was koniecznie chciał mieć tą płytę, to jeszcze jest szansa :-)

czwartek, 9 lutego 2012

Shanling Tempo PH1

Shanling Tempo PH1

   Ano musiałem sobie zakupić coś, co by zastąpiło Edgara do czasu, aż powstanie z martwych. Dlaczego akurat Tempo PH1? Ano dlatego, że akurat mieścił się w budżecie, który był w wysokości czterech płyt kompaktowych :-( Wraz z przesyłką kosztował prawie dwie stówy. Więc sami widzicie... Cudów nie będzie.
   Wzmacniacz jest wielkości dwóch paczek papierosów, dołączony jest to niego zasilacz wielkości dwóch pudełek po zapałkach. Wykonanie przyzwoite -obudowa aluminiowa, front i tył też, ba nawet gałka (gałeczka...) do regulacji głośności też jest metalowa! Nic nie trzeszczy, nic nie skrzypi, przy trzymaniu Tempo w ręce nie ma wrażenia, że się go zaraz zepsuje, abo połamie. 
   A środek wygląda tak:

Shanling Tempo PH1 w środku

   Są dwa wejścia sygnału. Direct Input i CD Input. Różnią się od siebie tym, że sygnał z CD idzie jeszcze przez kondensatory separujące. Gdyby je zewrzeć, wzmacniacz miałby wejście i wyjście sygnału do "dużego" wzmacniacza. Wzmacniacz operacyjny na podstawce precyzyjnej, więc jakby ktoś chciał (Ja! Ja! Ja!) to może sobie go wymienić na lepszy. Obecnie siedzi cieniutki NE5532P. Wykonanie płytki typowo chińskie... Niestety... Potencjometr gówniany -sygnał narasta bardzo szybko, wystarczy minimalny ruch ręką i już słuchawki drą się jak opętane. Do tego przy kręceniu nim głośność narasta i maleje w każdym kanale inaczej. Dobrze, że chociaż po ustawieniu oba kanały grają tak samo!
   No dobrze, ale jak to brzmi? Po pierwsze strasznie szumi. Nic nie gra, a ten sobie radośnie sssssssssyczy. No więc najpierw postał sobie u mnie grając godzinkę, może dwie z podłączonymi słuchawkami Ultrasone PROLine 2500 i dopiero wtedy zacząłem słuchać. Co prawda według specyfikacji znalezionej tutaj powinno się używać słuchawek o impedancji powyżej 64 omów, ale trudno. Niech się biedaczyna męczy!
   No więc nie ma co się tu za bardzo nad czym rozpisywać. Edgara SH-1 nie przeskoczy. Co tam, nawet do niego nie doskoczy! Dźwięk jest bardzo jasny, wręcz czasem zbyt jasny, wysokie tony tną uszy jak żyletki. Sally Shapiro w swojej piosence "Miracle" potężnie mnie pocięła. Na "Moje Słońce" Grzecha Piotrowskiego z płyty "Sin", gdzie bardzo lubiłem mięsisty i wyraźny bas, tutaj pozostały z niego ledwie szczątki. Muzyka straciła także całą swoją przestrzeń, stała się taką zlepioną kupą dźwięków.
   Potem poleciała osławiona "Haummmmmaaaa" czyli "No Sanctuary Here" Chrisa Jonesa. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że ten kawałek brzmi świetnie na każdym systemie. I chyba sporo w tym prawdy, bo tutaj, mimo ograniczeń tego basowego "Haumma", kawałek słuchało mi się z prawdziwą przyjemnością. Tak samo zresztą było z "Peace" Depeche Mode.
   No więc jak? Fajny sprzęt, czy nie fajny? Napiszę tak: sprzęt jest wart każdej jednej wydanej na niego złotówki. Lecz ani gronia więcej! Kupiłem go za niecałe 200 zika i tyle jest wart. Koniec, kropka.

wtorek, 7 lutego 2012

SBB -Iron Curtain

SBB

   Słucham tej płyty już chyba miesiąc. Pierwsze wrażenie było bardzo negatywne, album raził mnie pretensjonalnością, manierą wokalną Skrzeka, wydawał mi się strasznie pompatyczny i nagrany trochę na siłę. Ale coś mnie ciągnęło do tej muzyki. Mimo takich niezbyt pozytywnych wibracji, cały czas gdzieś tam w głębi mnie jakieś wewnętrzny głos kazał przesłuchać "Iron Curtain" jeszcze raz. I jeszcze. I tak dziś mogę stwierdzić, że cała płyta nie jest taka zła. Tylko trzeba znaleźć czas, żeby się z nią zaprzyjaźnić.
   Lecz mimo tak długiego czasu "asymilacji" nie wszystko mi się tutaj podoba. Muszę przyznać, że wokalne uniesienia w "Rozmowie z Mistrzem" są tragiczne i brzmią jak przygrywka restauracyjnej kapeli do kotleta. Zresztą tak samo odbieram "Dopóki Żyje Matka Jesteś Dzieckiem". Bardzo podobają mi się z kolei wszystkie utwory... instrumentalne! Tam, gdzie nie ma śpiewu (który to właśnie wprowadza najwięcej tego patetyczno-pretensjonalnego zgrzytu) jest bardzo fajnie. Muzyka brzmi ciepło, wręcz otula dźwiękiem. Jedyną piosenką, która naprawdę bardzo mi się podoba są "Góry Tańczące". Tutaj podoba mi się wszystko: i muzyka, i tekst, i śpiew Skrzeka. 
   Bardzo możliwe, że wielu nie zgodzi się z tymi moimi wynurzeniami, w końcu SBB to zespół, który zapisał się bardzo mocno w historii polskiego rocka. Niestety, nawet wielcy tego świata mają swoje gorsze chwile. I o tym traktuje właśnie "Rozmowa z Mistrzem", tyle tylko, że to oni zdają się być tymi podstarzałymi Mistrzami, którzy nie potrafią zrozumieć młodych.
   Jeszcze jedno. Tytuł płyty. Po cholerę nadawać angielski tytuł płycie, skoro nie ma tam nawet jednego wyrazu zaśpiewanego w tym języku? Nawet tytułowy utwór ma tekst po polsku... Megalomania????

niedziela, 5 lutego 2012

Edgar SH-1 is dead.

Edgar SH-1

   Taaa... Wszystko złożone, polutowane i podłączone. Napięcia pomierzone i, o dziwo, właściwe. A na słuchawkach CISZA. Wczoraj siedziałem do drugiej w nocy kombinując co też spierdzieliłem. No fucking idea. Jutro jadę do ojca po oscyloskop -trzeba sprawdzić w którym miejscu sygnał się zatrzymał. 
  Co się dzieje? No o co chodzi? A przecież miało być tak pięknie... Wywiady miały być...